Dreams are renewable. No matter what our age or condition, there are still untapped possibilities within us and new beauty waiting to be born.

-Dale Turner-

czwartek, 28 października 2010

Rozdział XXIII – Morderczyni



Rozdział XXIII – Morderczyni

-Nie wiesz co robisz. – powiedziała łamiącym się głosem.

-Nagle zaczęło cię obchodzić. – stwierdziłam, coraz trudniej powstrzymując się by nie wybuchnąć.

-Zawsze mnie obchodziłaś. Nie możesz z nim być.

-Za kogo się uważasz, żeby mi rozkazywać ?

-Skoro nie mnie, posłuchaj Reese. Ona powie ci to samo.

-Myślisz, że ona nie wiedziała, że się z nim spotykam ? Od początku o tym wiedziała. - Najwyraźniej wkopałam Reese. – Jesteś dla mnie obcą osobą, którą nam od kilku minut, nawet nie wiem jak do ciebie mówić; po imieniu, „Pani”, czy jeszcze jakoś inaczej ?

Nie odpowiedziała. Spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Spojrzałam na zegarek.

-Muszę się szykować, idę do znajomych. – kiwnęła tylko głową, po czym wyszła.

Padłam na łóżko bezsilna, by sobie trochę popłakać w poduszkę. Na prawdę do imprezy zostało więcej czasu, ale nie mogłam już tego dłużej wytrzymać. Po rozmowie z nią miałam jeszcze większe obawy co do Nathaniela. Ale z drugiej strony jakby chciał, to już by coś zrobił Micah. On tylko trzyma się z boku, żeby nie zrobić mi krzywdy, nie mógłby zamienić mnie w…to coś, a tym bardziej zabić Micah, bo wiedział, jaki jest on dla mnie ważny.

W rzeczywistości nie wiedziałam co czuję do Micah. Znałam go krócej, ale do tej pory nigdy mnie nie okłamał, umiał mnie pocieszyć, potrafiłam mu zaufać. O Nathanielu nie można powiedzieć tego samego, chociaż owszem, również mu ufałam, ale jak się okazało byłam naiwna. Oczywiście związek z Micah byłby kilkadziesiąt razy prostszy, mniej skomplikowany i bezpieczniejszy. Ale czy mógł się opierać jedynie na przyjaźni ? Czy mogłam próbować go pokochać ? Ale jeśliby mi się nie udało, to bym go skrzywdziła. Tego obawiałam się najbardziej, w innym przypadku już dawno zaryzykowałabym, lecz to świetny chłopak. Byłabym egoistką decydując się na coś takiego.

Przez całe moje życie miałam dwóch chłopaków : kiedy miałam siedem lat, domyślnie nie był to poważny związek, a drugi był rok przed wyprowadzką, chłopak miał na imię Julio i z pochodzenia był Hiszpanem, ale od urodzenia mieszkał w Stanach, nawet urody nie miał hiszpańskiej, był podobny do swojej matki. Był ze mną tylko dlatego, by jak to określił „zaklimatyzować się w nowym otoczeniu”. Reszty chłopców, którzy się zalecali do mnie nie wspominam, bo albo chcieli tylko mieć lepszą opinię, albo ja bałam się, że chcą mnie wykorzystać, choć bezpodstawnie. Miałam na tym punkcie bzika. Kiedy poznałam Nathaniela czy Micah, nie miałam uprzedzeń, jak się okazało słusznie, bo temu pierwszemu chodziło o coś innego.

Postanowiłam jakoś się przygotować do imprezy. Wtedy dostałam sms’a.

Zmiana planów : impreza kostiumowa !!! Prześlij to do swojego towarzysza/towarzyszki.

Agnes.

Przesłałam pierwszą część wiadomości do Micah. Dostałam w zwrocie „Ok”. Wygrzebałam z szafy moje czarne rajstopy i zrobiłam w nich dziury, później znalazłam też ciemnoszarą sukienkę z tiulowym dołem. Natapirowałam trochę włosy, czarną kredką obrysowałam oczy, a usta pomalowałam wiśniową szminką. Zauważyłam wystający z szuflady pasek w ćwieki, więc jego też założyłam. Jeśli miałby mnie ktoś poznać, to chyba tylko po naszyjniku. Z dołu słyszałam dzwonek do drzwi. Szybko założyłam ciemne trampki, bo niestety glanów nie posiadałam, a szkoda.

W drzwiach stał Micah przebrany za…wampira. Szczerzył się swoimi wampirzymi kłami, a Reese siedząca przy stole puknęła się w czoło. Nietrafna kreacja. Mimo wszystko dałam jakoś radę i poszłam z nim do samochodu. Dom Agnes był kawałek stąd, nie zajęło nam więc wiele czasu żeby tam trafić.

-Fajny strój. – powiedział.

-Dzięki…twój też. – strój był niezły, pomijając sztuczne kły i czerwoną pelerynę.

Podjazd był pełen samochodów.

-Podjadę kawałek dalej, zaraz wracam. – powiedział Micah, otwierając mi drzwi, a sam ponownie wsiadał i pojechał zaparkować.

-Hej. – znajomy głos cicho powiedział mi do ucha. Ze strachu podskoczyłam i wydałam z siebie dziwny dźwięk, coś jak pisk.

-Zwariowałeś ? – powiedziałam do Mathisa, który był przebrany za metala; miał na sobie czarne ciuchy, pełno ćwieków i kolców. Oszczędził makijażu, ale poszarpana, czarna koszulka z „krwistym” napisem „Dead” mówiła sama za siebie. Ja z moimi ciuchami wyglądałam jak byśmy się zmówili co do ubrania się na imprezę.

-Specjalnie wyglądasz jak ja ? Chciałem być oryginalny.

-Co tu robisz ? – zignorowałam jego pytanie, zadając własne.

-Wyluzuj, chciałem się zabawić. – nie opuszczał go jego uśmieszek.

-To się baw, ale nie łaź za mną.

-Boisz się, że twój kochaś pomyśli, że masz kogoś na boku ? To masz problem, bo mój kochany braciszek też tu jest.

-Co ? Nathaniel tutaj przyszedł ? – byłam przerażona.

-Tak, ale chyba się zmył, bo nigdzie go nie widzę.

Kiedy rozglądałam się dookoła, nikogo nie było.

-Gdzie…- zwróciłam się do Mathisa, ale on już nie stał w tym samym miejscu, wchodził do środka. W tej samej chwili przy moim boku stał Micah. Z wnętrza dużego domu Agnes było słychać już głośną muzykę, rozpoznałam nawet tę piosenkę, graną na akustycznej gitarze, potem zmieniającą się w perkusję i rockowe brzmienia.

Kiedy weszliśmy do środka było tam ciemno jak na dworze, jednak kolorowe światła neonów i kula dyskotekowa wszystko oświetlały, choć i tak było tam strasznie ciemno. Więcej już nie widziałam, tylko głowy niektórych osób, w tym Agnes, Ellen, Ashley i Justina. Dziewczyny od razu mnie powitały uściskami, a Micah miłym uśmiechem.

-Muszę ci coś powiedzieć o moim chłopaku. – powiedziała Agnes, biorąc mnie na bok, zanim wydusiłam coś z siebie. Micah rozmawiał z Ellen.

-Co ? Przecież ty nie masz chłopaka.

-No nie mam, chodzi o Nathaniela, nie chciałam tak przy Micah. On tu jest.

-Wiem, ale o ile się nie mylę, to ty go tu zaprosiłaś ?!

-Uhm…no tak, ale ja chcę tylko żebyście się pogodzili.

-Co ty pleciesz ?

-Widzę, że już nie jesteście razem. Jesteście dla siebie stworzeni ! Spotkacie się za pięć minut w ogrodzie, załatwię żeby tam był. A Micah…nim się nie przejmuj.

Zanim zdążyłam zgłosić sprzeciw, ona zabrała mnie znów obok Micah. Teraz wzięła do siebie Ellen i Ashley. Czułam się zażenowana takimi pogaduchami „na ucho”. Micah zaczął już coś do mnie mówić, kiedy przerwały mu Ashley i Agnes.

-Chcecie coś do picia ? Może poncz ?

Nie dały nam nawet odpowiedzieć, kiedy z wielkiej, przezroczystej miski nalały do plastikowego kubka poncz. Ashley właśnie podawała mu kubek, kiedy Agnes popchnęła na nią od tyłu Justina. Biała koszula i kamizelka poplamiły się czerwonym ponczem.

-O boże, przepraszam cię ! – powiedziała Ashley z udawanym ubolewaniem, puszczając mi oko. Byłam coraz bardziej zawstydzona ich zachowaniem. Justin nie wiedział o co chodzi. Agnes i Ashley zaczęły wycierać koszulę Micah chusteczkami. Przybiegła Ellen, przeciskając się przez wszystkich ludzi w salonie. Chwyciła mnie pod pachę i prowadziła do tylnego wyjścia prowadzącego do ogrodu, a Micah z tego wszystkiego nawet tego nie zauważył. Moje przyjaciółki nieźle dawały mi w kość. Piosenka zmieniła się na skoczną, więc wszyscy zaczęli tańczyć, co nie ułatwiało przedostania się do kuchni, przez którą najpierw trzeba było przejść.

-Idź teraz tam prosto. Ja uciekam na podryw, nie waż się cofać ! – krzyknęła bym ją usłyszała, po czym pobiegła z powrotem, a jej strój dobrej wróżki zaczepił się o pierścień jednego z chłopaków tańczących na parkiecie.

Pomyślałam, że i tak w końcu musiałabym porozmawiać z Nathanielem. Kiedy już zmierzałam do drzwi, znów pojawił się Mathis.

-Gdzie się wybierasz ? – dobry nastrój go nie opuszczał.

-Nie twoja sprawa. – próbowałam iść, ale przesunął się, blokując mi drogę.

-Gdzie się wybierasz ? – powtórzył.

-Pogadać z kumpelą.

Spojrzał mi w oczy.

-Czy przypadkiem ta „kumpela” nie ma na imię Nathaniel ?

-Możliwe. – starałam się go wyminąć, ale trzymał mnie teraz za ramiona. Ktoś oglądający nas z boku mógłby pomyśleć, że chce mnie pocałować.

-Nie możesz tam iść sama. – spoważniał.

-Nie mogę, tylko muszę i nie idziesz ze mną. – odpowiedziałam, wyrywając się, jednak nadaremnie.

-Weź nóż.

-Porąbało cię ? – krzyknęłam na niego. Jakaś dziewczyna przebrana za czarownicę słysząc to weszła do kuchni.

-Wszystko gra ? – zapytała patrząc rozmarzonym wzrokiem na Mathisa.

-Kłopoty w związku. Tak sobie rozmawiamy. – na to dziewczyna wróciła do salonu.

-Mathis ja nie żartuję ! Wypuść mnie !

-Ja też nie żartuję. Weź nóż, jakby chciał ci coś zrobić i celuj w brzuch. Tylko omijaj serce. Zaufaj mi.

-Nigdy się na coś takiego nie zgodzę ! A jak mu coś zrobię ? Albo zabiję ? – byłam oburzona jego pomysłem na obronę przed Nathanielem.

-A jak on ci coś zrobi ? A jak cię zabije ? Bierzesz nóż, albo cię stąd nie wypuszczam. Jemu i tak nic nie będzie, zagoi się w kilka minut, a tobie nie.

-Co ci tak zależy ? Nie biorę ż a d n e g o noża !

-Skoro wolisz tu zostać, to dobrze.

-Puszczaj mnie ! – zaprotestowałam.

-Bierz nóż ! – krzyknął nerwowo.

-Nawet jak go wezmę, nie będę umiała go skrzywdzić.

-Załóżmy, że nie będziesz musiała, to tak na wszelki wypadek.

Posłusznie wzięłam nóż ze stojaka na blacie, ledwo mogłam go sięgnąć uwięzionymi rękami.

-Pasuje ? – pomachałam mu nim przed oczami.

-Pasuje. – wypuścił mnie z objęć.

Lewą ręką chwyciłam klamkę, a w drugiej trzymałam schowany za plecami nóż. Byłam gotowa go rzucić na trawę, ale po chwili zrozumiałam obawy Mathisa. Sama zaczęłam się obawiać o swoje życie. Wtedy, gdy byłam u nich w domu Nate nie mógł się opanować – w każdej chwili mógł postąpić tak samo. Tamtego razu ocalił mnie Mathis, a teraz byłam tylko ja i on. I nóż w mojej ręce, który bynajmniej nie dodawał mi otuchy i pewności siebie. Zastanawiałam się czy rzeczywiście miałabym śmiałość pchnąć nożem Nathaniela. Oczywiście, że nie.

Stałam z ręką na klamce, a Mathis widząc moje wahania opuścił kuchnie myśląc, że przeszkadzała mi jego obecność. Bez niego nie czułam się już tak bezpiecznie i pewnie. Ironiczne, że bałam się jednego brata, a drugiego nie, chociaż jeden i drugi to wampir. Chyba chodziło mi o to, iż Mathis nigdy mnie nie zaatakował i wprost przyznał, że nie ma zamiaru mnie skrzywdzić. Z kolei o Nathanielu mi powiedział, że on może coś mi zrobił, no i mnie prawie skrzywdził. To Mathis mnie ochronił, choć było to pierwotnie zadania Nate’a.

Wizja rozmowy z Nathanielem, której finałem mógł być atak z jego strony na mnie, cios zadany przeze mnie nożem w obronie własnej odbierała mi odwagę i chęć do rozmowy z nim. Pocieszałam się, że może nie musiałam go w ogóle używać. Ale jeśli zauważy ? Jak się wytłumaczę ? Nabierałam coraz to więcej wątpliwości. Czy na osobę, którą się kocha wychodzi się z nożem ? To pytanie było akurat retoryczne. Nie, nie i jeszcze raz nie, chyba, że jest się seryjnym mordercom. W moim, a właściwie naszym przypadku pełniliśmy te same role. Jeśli wezmę ze sobą nóż, po czym go użyję będę morderczynią. Jeśli go zostawię w kuchni, okażę się być samobójczynią, a wtedy Nate będzie mordercom. I tak źle i tak niedobrze.

Postanowiłam iść tam z nożem w ręku jak dziewczyna z horroru, gdybym weszła tak do salonu, zgromadzeni mogliby pomyśleć, że to część garderoby. Kurczowo trzymałam go w prawej dłoni, gdzie miałam większą siłę i zręczność. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. W świetle półksiężyca już widziałam Nathaniela.

0 komentarze:

Prześlij komentarz